2016/08/26

Fanfiction: Bez ostrzeżenia (część III)


Fanfiction

Tytuł: Bez ostrzeżenia
Część: III
Fandom: Shadowhunters
Gatunek: komedia


*
W drodze powrotnej do Instytutu niewiele rozmawiali, ale panująca między nimi cisza nie była w żadnym stopniu niekomfortowa. Potrzebowali jej aby przemyśleć wszystko, co wydarzyło się do tej pory i poniekąd także po to, by móc oswoić się z wymuszoną obecną sytuacją potrzebą zachowania dystansu. Patrząc na to z boku, dochodziło się do oczywistego wniosku, że wszystko to było niewątpliwie łatwiejsze dla Clary niż dla Jace'a, który musiał pamiętać, że w ciele jego przyrodniej siostry znajduje się nie kto inny, jak jego dziewczyna. Nie chciał przecież powiedzieć czegoś niewłaściwego i powoli kopać pod sobą dołka. Należało jednak przyznać, że jak na tak szaloną sytuację, radził sobie z tym całkiem nieźle, a przynajmniej takie stwarzał pozory.
- Cały czas się zastanawiam, dlaczego spotkało to akurat was. - chłopak przerwał ciszę, kiedy przekroczyli próg Instytutu. - Mnie to nie dotknęło, innych z tego, co zauważyłem również nie. Zresztą nawet teraz jest spokojnie, a gdyby nagle wszyscy zamienili się ciałami, zapanowałby chaos. - machnął ręką w stronę zajętych swoimi sprawami Nocnych Łowców. - Przyszło mi nawet do głowy, że może to mieć coś wspólnego z Magnusem. Wiesz, Alec z nim chodzi, Isabelle uwielbia z nim plotkować, ciebie naprawdę lubi. To miałoby sens. Mnie toleruje, ale do jakiejkolwiek bliskości nam daleko.
- Zawsze to jakaś teoria, prawda? - Clary starała się go poprzeć, chociaż sama nie była do końca przekonana. Dobrze, może tylko oni ucierpieli w taki, a nie inny sposób z powodu burzy, ale wątpiła, żeby Magnus miał znajdować się w centrum wszystkiego. Nawet jeśli bardzo by mu to schlebiało.
Jace poprowadził ją do jednego z wolnych xpadów w możliwie odległym kącie i zaczął przesuwać palcem po gładkiej powierzchni, uruchamiając odpowiednie aplikacje i wchodząc w foldery, które ich interesowały.
- Siadaj, to potrwa. - rzucił wskazując krzesło, a sam zajął to, które stało za nim. - Dobra, ty przejrzysz te pliki, ja zajmę się kolejnymi. - podsunął dziewczynie urządzenie i rozpoczął pracę przy drugim. To naprawdę mogło zająć całe wieki. Całe GB informacji o zmiennokształtnych i co ciekawszych przypadkach, nie mniej o dziwnych przypadłościach, chorobach i anomaliach w Świecie Cieni na przestrzeni wieków. Może czas pomyśleć o wprowadzeniu zmian w archiwizacji?

- Hej, nie przysypiaj! - rozbawiony Jace szturchnął siedzącą obok dziewczynę łokciem i roześmiał się, kiedy podskoczyła wystraszona. - Isabelle nie będzie szczęśliwa, kiedy się dowie, że śliniłaś się przez sen w jej ciele.
- Nie śliniłam się! - oburzona Clary zmierzyła Jace'a ostrym spojrzeniem.
- Wciąż masz mokrą brodę.
Dziewczyna pospiesznie starła wilgotny ślad ze skóry i groźnie wpatrywała się w blondyna jakby chciała rzucić mu w ten sposób wyzwanie.
- Już nic nie mówię! Zróbmy sobie przerwę. Powoli zaczynam wątpić, czy cokolwiek znajdziemy.
- Może to pierwszy taki przypadek. - odetchnęła z ulgą na myśl o chwili odpoczynku od bezustannego wpatrywania się w tekst wyświetlony na xpadzie. - Magnus żyje od wieków, ale nigdy o czymś podobnym nie słyszał, więc to wydaje się prawdopodobne. Jace, jeśli to ma coś wspólnego z Valentinem...
- Przeprowadzał eksperymenty na sobie, Podziemnych, Przyziemnych, ale żeby na pogodzie? - w głosie chłopaka słychać było nutę kpiny.
- Jesteś okropny! - skarciła go. Zamknęła oczy odchylając się do tyłu i kiwając się na krześle w jednostajnym, miarowym tempie.
Na początku naprawdę wierzyła, że mogą coś znaleźć, ale teraz nie była już tego taka pewna. Może to ślepy zaułek i mylą się co do wszystkiego? W świecie Przyziemnych tyle się słyszy o zmianach klimatycznych, więc dlaczego nie miałyby oddziaływać na Świat Cieni?
- Uważam, że powinniśmy sprawdzić, które wilkołaki mają problemy, a później zajrzeć do Simona. Może to nam coś podpowie. Jeśli nie, nic nie stracimy.
- Wolisz działać niż siedzieć, co? Urodzony z ciebie Nocny Łowca. - Jace posłał jej promienny, szeroki uśmiech. - Idziemy!
Powiedzieć, że Clary z ulgą przyjęła możliwość rozprostowania kości to za mało. Nie wiedziała jak to możliwe, ale wydawało jej się, że boli ją dosłownie wszystko, toteż miała wrażenie, że gdyby zaoferowano jej taką możliwość, nigdy więcej nie chciałaby usiąść. Wolała zmusić ciało do wysiłku, ponieważ wiedziała, że w ostateczności wiąże się z tym także rozkosz opadającego napięcia oraz słodycz późniejszego relaksu. A może po prostu chodziło o to, że posiadała teraz ciało Isabelle, które nawykło do ruchu? Na pewno było w stanie dotrzymać kroku Jace'owi bez najmniejszego wysiłku, a to stanowiło dla Clary pewną nowość.
Blondyn aktywował runę niewidzialności i podał dziewczynie stelę aby zrobiła to samo. Musieli jakoś dostać się do Jadeitowego Wilka, jeśli chcieli bliżej przyjrzeć się sytuacji wilkołaków, a podróż metrem na gapę była najlepszym rozwiązaniem. Robili to dla większego dobra, byli więc usprawiedliwieni!
Niewidzialność miała jednak swoje dobre i złe strony, a do złych z pewnością zaliczał się fakt, że zwierzęta reagowały na to w bardzo nieprzewidywalny sposób. Jace przekonał się o tym, kiedy z początku wściekle ujadający pudel ostatecznie postanowił na niego nasikać. Clary musiała włożyć wiele wysiłku i energii w to, aby powstrzymać chłopaka przed przykładnym ukaraniem psa, co mogło wiązać się nawet z najbrutalniejszym scenariuszem. Na szczęście właścicielka pudla była zmuszona oddalić się ze swoim pupilem, co uchroniło zwierzaka przed zemstą Nocnego Łowcy.
Sama podróż metrem była na tyle bezproblemowa, że w ogóle nie zapadała w pamięć. Później czekał ich jeszcze tylko spacer przez doki i w końcu dotarli na miejsce. Już z pewnej odległości widać było, że coś jest nie tak. Na drzwiach do restauracji odbite były dwa osmolone ślady dłoni, okno zostało wybite, a ze środka dochodziło wycie i trzaski. Przerażona tym faktem Clary ile sił w nogach pognała w stronę budynku.
- Luke?! - zawołała pchnąwszy drzwi wejściowe i zatrzymała się w progu. - Och. - westchnęła patrząc na naelektryzowane kłębki futra, między którymi przeskakiwały drobne elektryczne błyskawice.
- Ooo! - w głosie Jace'a dało się usłyszeć słabo skrywane rozbawienie, a po chwili chłopak po prostu wybuchnął śmiechem tak głośnym, że zwrócił na siebie uwagę wszystkich „napuszonych” wilkołaków w Jadeitowym Wilku. Zawarczały na niego, ale żaden nie ruszył się z miejsca. Wystarczyło, że któryś z nich przypadkowo zbliżył się do innego o krok, a ich naelektryzowane ciała momentalnie reagowały posyłając w obie strony wiązkę wyładowań elektrycznych.
- Luke?! - zawołała ponownie Clary, patrząc intensywnie w głąb restauracji. Miała nadzieję, że mężczyzna wciąż jest w środku ze swoją watahą i odpowie na jej wołanie.
- O co chodzi? - alfa wyszedł z zaplecza ostrożnie przemieszczając się między swoimi wilkołakami, co sprawiło, że dziewczyna odczuła niewyobrażalną ulgę. - Gdzie Clary? Chyba nic jej się nie stało? - jego głos stał się nagle niepewny, kiedy zobaczył dwójkę Nocnych Łowców, ale nigdzie nie dostrzegł rudowłosej.
- Yy, aaa, no tak. - Isabelle zająknęła się. - Cóż, to długa i skomplikowana historia. To ja Luke, Clary. - spojrzała mężczyźnie prosto w oczy. - Jace jest sobą, ale Alec jest w moim ciele, Isabelle w ciele Magnusa, a Magnus w Alecu. - wyjaśniła szybko, mając nadzieję, że zostanie dobrze zrozumiana. Niestety, sądząc po minie Luke'a, nie do końca pojmował, co właśnie usłyszał. - Zamieniliśmy się ciałami, tak jak wy... jak wy jesteście naładowani elektrycznie. - zawahała się nie wiedząc, jak powinna określić to, co stało się z wilkołakami. Nie mogliśmy niczego znaleźć w archiwach Instytutu, więc postanowiliśmy przynajmniej sprawdzić, co dokładnie się dzieje. Tobie nic nie jest? - zapytała z troską.
- Nie to, co im. - skinął głową w stronę przypominających puchate owce wilków. - Ja i Alaric... - Luke westchnął ciężko. - Wylinieliśmy.
- Co?!
- No wiesz, kiedy zwierzęta tracą sierść...
- Wiem co to znaczy! - przerwała mu zirytowana dziewczyna. - Po prostu nie mogę uwierzyć w to, co mówisz.
Za plecami Clary znowu było słychać wybuchającego śmiechem Jace'a, który z trudem stał na nogach. Dziewczyna przewróciła oczyma ignorując go.
- Jak to się stało? - zapytała.
Kolejny wilk zawył, kiedy jasna błyskawica przeskoczyła między nim, a inną „kulką sierści”.
- Wyjdźmy na zewnątrz i opowiem ci wszystko. - zaproponował Luke i zmierzył rozbawionego Jace'a, który właśnie z trudem łapał powietrze, ostrym, pełnym wyrzutu spojrzeniem. - Rano nic nie wskazywało na żadne problemy, ale kiedy na moim progu pojawił się jeden z moich dotkniętych tym... tym czymś wilkołaków, wiedziałem, że nie jest dobrze. Skoro przyszedł do mnie w takiej formie, to znaczyło, że nie był w stanie wrócić do ludzkiej. Myślałem, że to odosobniony przypadek, ale kiedy przyprowadził mnie tutaj zrozumiałem, że to coś większego. Niemal cała wataha zebrała się w Jadeitowym Wilku. Brakowało tylko Alarica, więc zadzwoniłem do niego i z ulgą stwierdziłem, że tak jak i mnie, nic mu nie jest. Jak bardzo się myliłem dowiedziałem się dopiero, kiedy pojawił się tutaj przemieniony. Wyglądał koszmarnie, ale był w stanie wrócić do swojej ludzkiej formy bez problemu. To on nakłonił mnie do tego żebym sprawdził, czy nie spotkało mnie to samo i cóż, nie spodobało mi się to, co odkryłem.
W zamian za jego historię, Clary streściła mu swoją. Niestety, Luke również nie słyszał nigdy o podobnym przypadku, ale przynajmniej zapewnił ją, że i dla wilkołaków ich obecna sytuacja jest nowością. Tym samym wydawali się być o krok do przodu, ponieważ teoria wysnuta przez dziewczynę powoli zaczynała się umacniać. Jeśli wampiry również nie miały pojęcia, co je spotkało, pozostaną tylko czarownicy, z którymi Magnus na pewno zdążył się już skontaktować.
Tylko czy w tym przypadku Clary naprawdę chciała mieć rację?

*

Od zewnątrz hotel Dumort wydawał się bardziej ponury niż zwykle. Ogromny, znajdujący się w bezustannej „przebudowie” budynek sprawiał wrażenie innego, odmienionego, a przynajmniej był taki, kiedy uważne oko skanowało go kawałek po kawałku. Clary z całą pewnością należała do osób zwracających uwagę na najmniejsze nawet szczegóły, toteż stojąc jeszcze na ulicy, bez większego problemu zdołała wyłapać zmianę, jaka zaszła w hotelu od jej ostatniej wizyty.
- Zasłonili okna. - rzuciła zanim w ogóle zdążyła dobrze o tym pomyśleć.
- Magnus coś chyba o tym wspominał. - mruknął nieufnie Jace. - Nie słuchałem szczególnie uważnie, ale coś tam chyba było o świeceniu.
- Nie słuchałeś? - dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.
- Nawet ja bywam rozkojarzony, kiedy wszystko zaczyna się tak gmatwać, dobra? - rzucił z nutą goryczy. - Lepiej wejdźmy do środka bo czuję się co najmniej dziwnie stojąc tak pod oknami budynku, w którym mieszka twój wampirzy przyjaciel.
- Myślisz, że weźmie cię za stalkera lub cichego wielbiciela?
- To Simon. - powiedział z naciskiem, jakby samo imię młodego wampira wystarczało za odpowiedź.
I najprawdopodobniej tak właśnie było, jako że Simon Lewis należał do osób, które z czystym sumieniem można było określić słowami „fangirl” i „nerd”, zaś jego umysł bezsprzecznie pracował inaczej niż umysły całej reszty społeczeństwa.
Clary skinęła śliczną główką Isabelle i poprowadziła Jace'a do wejścia do hotelu. Z powodu zasłoniętych ciężkimi, grubymi kotarami okien, wnętrze było skąpane w ciemności, którą po chwili przegonił odrobinę blask świecącego kamienia, który chłopak trzymał w dłoni.
- Nie są zbyt gościnni. - zażartował, co Clary przyjęła ciężkim westchnieniem. - Nie żebym tu często bywał, ale wydaje się, że nikogo tutaj nie ma.
- Niemożliwe, Simon na pewno powiedziałby mi o planach przeniesienia się gdzie indziej nawet jeśli na krótki czas.
- Może zmienili zdanie i postanowili się go jednak pozbyć. Za co?! - syknął, kiedy dziewczyna uderzyła go w ramię.
- Wiesz doskonale za co! - prychnęła. - Tam się świeci. - wskazała nikły blask niknący za zakrętem korytarza i podążyła w tamtym kierunku.
Jace szybko dogonił dziewczynę i schował świecący kamień do kieszeni, kiedy byli wystarczająco blisko jedynego jasnego punktu, jaki do tej pory mieli okazję dostrzec wewnątrz hotelu. Ku ich zaskoczeniu, nie było najmniejszych nawet wątpliwości, że blask, który dostrzegli miał kształt człowieka. Zupełnie jakby wymalowano go luminescencyjną farbą, pomyślała Clary. Mimo początkowego zaskoczenia, bez większego trudu rozpoznała zarys sylwetki przyjaciela, co odbiło się na jej twarzy kolejną pełną niedowierzania miną.
- Simon? - wydusiła z siebie.
Słysząc wypowiedziane cicho imię, świecąca postać odwróciła się w jej stronę.
- Isabelle? Jace?
To naprawdę był Simon!
- Na Anioła! - Jace wybuchnął śmiechem niemal w taki sam niepohamowany sposób, jak podczas wizyty w Jadeitowym Wilku.
- Simon, ty świecisz! Wyglądasz jak Edw...
- Nie kończ! - przerwał jej ostro młody wampir. - Nie wiedziałem, że Nocni Łowcy oglądają tak słabe filmy...
- Simon, to ja, Clary! - dziewczyna nie wytrzymała. - Przez burzę zamieniliśmy się ciałami. Ja, Isabelle, Alec i Magnus.
Oczy wampira stały się naprawdę ogromne, kiedy tak wpatrywał się w przyjaciółkę. Widać było, że początkowo poddawał w wątpliwość słowa dziewczyny, ale po chwilowym zastanowieniu najwyraźniej uznał to za prawdopodobne.
- Nie pytaj o nic. - poprosiła. - Wróćmy do tematu tego, że... no wiesz.
- Świecę? - te słowa nagrodził kolejny głośny wybuch Jace'a, który musiał oprzeć się o ścianę żeby nie upaść.
- Tak. - dziewczyna przewróciła oczyma kolejny raz tego dnia, planując zignorować wesołość swojego chłopaka.
- Wszyscy świecimy. - rzucił ciężko Simon. - Nawet Raphael, a wierz mi, że nie ma nic gorszego niż sfrustrowany, wściekły i upokorzony Raphael. Zresztą, chyba pamiętasz jaki był kochający i czuły, kiedy uwolniliśmy Camille. Teraz jest jeszcze gorzej, bo zamiast tylko na nas, wścieka się na cały świat. Gdyby mógł, zabiłby każdego, kto wejdzie mu w drogę i jeszcze kilka osób, których po prostu nie lubi. Na tej liście znajduję się bardzo wysoko, więc...
- A kto się na niej nie znajduje? - Jace zdążył się już uspokoić, chociaż jego ciało nadal drżało momentami od nowych napływów wesołości, które powstrzymywał najlepiej jak potrafił. - Musimy z nim porozmawiać.
- Nie będzie zadowolony. Wątpię żeby w ogóle chciał kogokolwiek widzieć.
- Nie ma wyjścia, chcemy się dowiedzieć, jak to wszystko odwrócić i on może nam w tym pomóc. - Clary spojrzała błagalnie na przyjaciela.
- Dobrze, dajcie mi chwilę. Spróbuję z nim porozmawiać, chociaż pamiętam aż nazbyt dobrze, jak skończyła się ostatnia taka rozmowa między nami.
Komentarze były zbędne, jako że Clary również przypominała sobie tamto zajście, chociaż bardzo niechętnie powracała do niego pamięcią. Tak wiele się wtedy wydarzyło, że wolała o tym po prostu zapomnieć. Skinęła więc tylko głową w ramach niemego zapewnienia, że nie ruszą się z miejsca czekając na jego powrót. Zresztą, nie miała najmniejszego zamiaru kręcić się po hotelu po ciemku. Może i żaden wampir nie mógł jej podejść niezauważony, w końcu z daleka rzuciłby się jej w oczy, ale nie miała pewności, czy o coś się nie potknie lub w coś nie uderzy, a użycie runy w takim wypadku byłoby tylko marnotrawstwem.
Czekali więc cierpliwie, zaś Clary ze spuszczoną głową wpatrywała się zamyślona w ciemność. O co właściwie powinna zapytać Raphaela? Jeszcze niedawno była pewna, że to doskonały pomysł, ale teraz zwątpiła we wszystko. Przecież gdyby wampir wiedział cokolwiek na temat tego, co się wydarzyło, na pewno poinformowałoby o tym Magnusa lub sam spróbowałby poradzić sobie z niewygodnym problemem swojego klanu. Kto jak kto, ale ten Nieumarły zależał do najbardziej dumnych osób, jakie znała, więc proszenie o pomoc kogokolwiek na pewno nie leżało w jego naturze.
- Raphael odmówił. - Simon zjawił się z powrotem lotem błyskawicy, co w tym wypadku należało odbierać w dosłownym znaczeniu tego określenia, jako że przypominał świetlistą smugę, kiedy wykorzystując swoje wampirze zdolności stanął u boku przyjaciółki. - Powiedział, że nie ma najmniejszego nawet zamiaru z wami rozmawiać i jeśli go zignorujecie, zabije was nawet jeśli miałaby to być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobi. Dodał też coś po hiszpańsku, ale moja znajomość tego języka jest tak znikoma, że nie wiedziałbym nawet gdyby rzucał mi w twarz wyzwiskami.
Clary wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze z płuc.
- Więc ty go zapytaj. Zapytaj, czy słyszał kiedykolwiek o czymś podobnym, o anomaliach pogodowych, które zakłóciły porządek Świata Cieni. Może wie lub przychodzi mu do głowy coś, co mogłoby nam pomóc.
- Myślę, że to mogę zrobić. - Simon uśmiechnął się do dziewczyny pokrzepiająco i zniknął w mgnieniu oka.
- Nigdy nie sądziłem, że Simon będzie moim „światełkiem w ciemności”, ale na Anioła, dziś świeci jaśniej niż gwiazdy na niebie. - Jace zachichotał.
- Naprawdę nadal cię to bawi? - Clary starała się zachować powagę i nie dać po sobie poznać, że komentarz chłopaka przypadł jej do gustu.
- Nadal?! Ja nie dam mu żyć przez najbliższe lata! - tego Jace był w stu procentach pewny. Nigdy nie przepuściłby okazji żeby ponabijać się z Simona, a tym razem miał ku temu niezaprzeczalne powody. Nie codziennie Dzieci Nocy zamieniały się w chodzące żarówki!
- Jesteś okropny, ale to już ci chyba dzisiaj mówiłam.
- Okropny, ale wciąż szalenie przystojny.
- I jak zawsze skromny.
- Skromność jest przereklamowana i stworzona dla tych, którzy nie mają światu nic szczególnego do zaoferowania, a popatrz tylko na mnie. Powinienem być uznany za boga. Wszystko we mnie jest perfekcyjne. Ale dosyć o mnie. Wraca nasz świecidupek. - zakpił zadowolony z siebie blondyn, kiedy w polu widzenia pojawiła się świetlista smuga, Simon.
- Przykro mi, ale Raphael powiedział, że nigdy o czymś podobnym nie słyszał i dlatego zwrócił się po pomoc do Magnusa. Podejrzewam, że nie słyszał też nigdy w życiu o „Zmierzchu”, chociaż to osobiście uważam za plus. Nie chciałbym tu mieszkać, gdyby wiedział o Edziu i jego wesołej kompanii. Teraz jest wściekły, bo świeci, a gdyby dowiedział się o obklejonym brokatem bardziej od Magnus pseudo-wampirze... Wybacz. - przerwał, kiedy dostrzegł wymowne spojrzenie Clary, które bezgłośnie kazało mu się zamknąć. - Poniosło mnie.
- Najwyraźniej.
- Skoro skończyłeś się już podniecać czymś, o czym nie mam zielonego pojęcia, proponuję żebyś odpowiedział na kilka pytań zamiast Raphaela. - Jace skrzyżował ramiona na piersi intensywnie wpatrując się w chłopaka. Czyżby był zazdrosny o to, jak dobrze on i Clary potrafią się ze sobą dogadywać? A może chciał udawać profesjonalistę żeby później tym mocniej uderzyć jawnymi drwinami? - Co robiłeś, kiedy zacząłeś świecić? Z kim byłeś? Ci robili inni, kiedy to się zaczęło?
- Nie za dużo tych pytań jak na jeden raz? Dobra, nic nie mówiłem. - młody wampir wycofał się szybko, kiedy Jace posłał mu jedno z TYCH spojrzeń, które świadczyły o chęci mordu. - Prawdę mówiąc nie pamiętam zbyt dokładnie, jak do tego doszło. Byłem tutaj, kiedy zaczęła się burza, ale nic więcej nie mogę sobie przypomnieć. Wcześniej nawet się nad tym nie zastanawiałem, chociaż teraz przyznaję, że to jest dosyć dziwne. Jakby ktoś wymazał kilka godzin mojego życia. Nie żeby to nie było możliwe, ale jestem wampirem, więc to chyba nie takie proste, prawda?
Jace wzruszył ramionami.
- To wcale mnie nie pociesza. W każdym razie ostatnie, co pamiętam to ulewa, błyski i grzmoty, a później po prostu spojrzałem na swoje dłonie i zauważyłem, że świecą.
- Czy wszystkie wampiry to spotkało? - Clary przyłączyła się do zadawania pytań.
- Nie. Przyznaję, że kilkoro z nas nie świeci, ale podczas burzy nie było ich w hotelu. - nagle uświadomił sobie to, co powiedział. - Sądzicie, że to przez ten hotel?
- Ja nic nie sądzę, ale to może się okazać cenną informacją dla Magnusa. - Jace zmarszczył brwi w zamyśleniu. - Rozmawiałeś o tym z innymi?
- Musisz wiedzieć, że to dla nas w pewnym sensie temat tabu. Jesteśmy tutaj uwięzieni, a gdybyśmy spróbowali się tak pokazać w Świecie Cieni, stanowilibyśmy atrakcję wieczoru. Nikt nie chce o tym rozmawiać, udajemy, że nic się nie stało i unikamy nawet siebie nawzajem.
- Czyli nie przydasz nam się bardziej niż do tej pory.
- Dzięki. - prychnął z rezygnacją Simon.
- Nie ma za co. Izzy, idziemy! Tfu! Clary! Clary, idziemy! - blondyn poprawił się szybko, a widząc wlepione w siebie pytające spojrzenie wyjaśnił próbując być cierpliwym. - Do Magnusa. Powiemy mu, że w archiwach nic nie znaleźliśmy, ale ruszyliśmy w teren żeby wyciągnąć trochę informacji od wilkołaków i wampirów. Nie musi wiedzieć wszystkiego, więc nie przyznamy się, że machnęliśmy ręką na przeglądanie archiwum w pół drogi. - rzucił Simonowi ostrzegawcze spojrzenie mające zamknąć mu usta, gdyby jakimś sposobem przyszło mu do głowy rozpowiadać wszystkim o tym, co właśnie usłyszał. Wampir wydawał się niesamowicie zainteresowany sufitem, co było gestem wymowniejszym niż jakiekolwiek słowa. Nie puści pary i nie wyda ich małego sekretu.
Clary złapała przyjaciela za dłonie i ścisnęła je mocno.
- Simon, proszę, trzymaj się z daleka od kłopotów. Postaramy się jakoś odkręcić to, co się stało żebyś znowu mógł wychodzić.
- Clary, nic się nie dzieje. - starał się ją uspokoić, widząc, że naprawdę się o niego martwi. - Po prostu świecę, to nie najgorsze, co mogło mi się przytrafić. Dam sobie radę, a może nawet mi to przejdzie lub wyczerpią się temu baterie. - posłał dziewczynie wesoły uśmiech. - Najważniejsze żebyś odzyskała swoje ciało. Wprawdzie nie jest w najgorszych rękach, ale nie jestem do końca przekonany, czy powierzanie go komuś innemu jest dobrym pomysłem. Wiem, że nie miałaś wyjścia i nikt nie pytał cię o zdanie, ale... Och, wiesz o co mi chodzi!
Dziewczyna roześmiała się i przytuliła przyjaciela mocno.
- Oczywiście, że wiem. Daj znać, jeśli przestaniesz razić w oczy.
- Tego możesz być pewna. Wykorzystam każdą nadarzającą się okazję żeby zmyć ten głupi uśmieszek z jego zakazanej gęby. - wskazał ruchem głowy na Jace'a.
- Światło mojego życia, ranisz moje uczucia! - rzucił teatralnie blondyn.
- Nie zaczynaj ze mną, Nocny Łowco, bo zrobię użytek z tego wątpliwego daru i wypalę ci oczy, a moja jaśnie oświecona osoba będzie ostatnim, co zobaczysz. - wampir starał się brzmieć poważnie i groźnie, ale zdradzało go błyszczące, radosne spojrzenie.
Odprowadził przyjaciół do wyjścia oświetlając im sobą drogę, ale zniknął zanim Jace otworzył drzwi. Klan wampirów mieszkający w hotelu Dumort miał wystarczająco dużo problemów i nie potrzebował nalotu nastolatków utrzymujących, że widziały w nim ducha.


ciąg dalszy nastąpi


1 komentarz:

  1. Witam,
    bardzo ciekawy przypadek, żadna ze stron nic nie słyszała o czymś podobnym, ocho wampiry bardzo drażliwe ;]
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń