2017/03/03

Fanfiction: Bez ostrzeżenia (część XX)


Fanfiction

Tytuł: Bez ostrzeżenia
Część: XX
Fandom: Shadowhunters
Gatunek: komedia


Zaledwie przecznicę dalej przeszły ze skrajności w skrajność. Jeszcze niedawno znajdowały się na ulicy pełnej ludzi i życia, śmiechu, krzyków, zabawy, zaś teraz w obrębie wzroku nie było żywego ducha, nie dało się słyszeć żadnych dźwięków wskazujących na to, że ktoś jest na podwórku, kręci się koło domu, pieli w ogródku. Nic. Cisza, bezruch. Ghost town.
- To nie może być normalne. - Isabelle ściszyła głos niemal do szeptu. Nie chciała żeby jej słowa odbijały się echem na tym pustkowiu.
- Może wszyscy są jeszcze w pracy. - zaproponowała wyjaśnienie Catarina.
- A dzieci? Lekcje w szkole na pewno już się skończyły.
- Są na zajęciach dodatkowych.
- Wszystkie?
- To inteligentne i ambitne dzieci.
Izzy spojrzała na swoją towarzyszkę z powątpiewaniem.
Oczy czarownika miały teraz żółty, koci kolor i pionowe źrenice, co oznaczało, że w pewnym momencie magia otaczająca zawsze ciało Magnusa musiała stracić na sile, zaś niedoświadczona dziewczyna nie zdołała tego wyczuć.
- No dobrze, a co ze zwierzętami? Tutaj nie widać i nie słychać żadnych zwierząt. Psów, kotów, nawet głupich ptaków.
- Może mieszkańcy nie lubią zwierząt. - Catarina rzuciła szybkie zaklęcie maskujące czarodziejskie piętno urodzenia Magnusa, jego znak czarownika. Zrobiła to tak, by Isabelle o niczym nie wiedziała, ponieważ obawiała się, że ambitna dziewczyna będzie chciała sama się z tym uporać, a ostatnim czego było im trzeba był Nocny Łowca próbujący w jakikolwiek sposób zaczarować ciało wiekowego Podziemnego.
- Sama nie wierzysz w to, co mówisz.
- Może i nie, ale jest to sensowne i bardzo przyziemne wytłumaczenie.
- Jak dla mnie jest strasznie naciągane. - mruknęła pod nosem dziewczyna w ciele Magnusa i wchodząc na jeden z podjazdów, zajrzała do otwartego szeroko garażu. Nagle cofnęła się o kilka kroków w tył i spojrzała na całkowicie puste rabatki. - Nie brakuje ci tu czegoś?
Catarina przyjrzała się uważnie pustym miejscom w rozkopanej ziemi, w których bez wątpienia kiedyś były posadzone kwiaty.
Podchodząc do oddzielającego jedną posesję od drugiej żywopłotu, dziewczyna rzuciła okiem na ogródek sąsiadów.
- Teraz mi powiesz, że kwiatów też tutaj nie lubili, więc je wszystkie powyrywali, a drzewa wycięli? - prawdę mówiąc, Izzy dopiero teraz zwróciła uwagę na to, że na całym osiedlu nie rosło ani jedno drzewo.
To miejsce wyglądało po prostu dziwacznie, upiornie, nienaturalnie. Nie ważne jakie „sensowne” i „przyziemne” wymówki Catarina miała jeszcze w rękawie, Isabelle wiedziała, że na tym osiedlu musiało stać się coś potwornego. Nie było tu ludzi, nie było zwierząt, zniknęły nawet kwiaty i drzewa. Niemal wszystko, co żyło, nagle jakby wyparowało. Została tylko trawa, z pewnością nieprzycinana od dwóch, trzech dni, puste domy, porzucone na podjazdach i w garażach samochody.
Wróciły na chodnik powoli mijając kolejne budynki. W niektórych miejscach widziały puste budy, rzucone na trawniku dziecięce rowerki i inne zabawki. Zaglądały przez okna do wnętrza domów, ale wszędzie było zupełnie pusto. Ani cienia żywej duszy. Nawet dzwonki nad frontowymi drzwiami jednego z domów były całkowicie nieruchome z powodu braku najmniejszego nawet podmuchu wiatru. To osiedle wyglądało jak świat po jakiejś paranormalnej katastrofie, po apokalipsie, niczym w jednej z tych dziwnych książek, które z jakiegoś powodu zachwycały nastoletnich Przyziemnych.
Simonowi mogłoby się spodobać. Izzy była ciekawa jak chłopak zareagowałby na to miejsce, gdyby tylko nie świecił tak jasno i mógł opuścić Hotel DuMort. Och, na pewno uznałby to za okropne, przerażające, ale jednocześnie dziwnie fascynujące.
- W tym domu, przecinają się ramiona pentagramu. - Cat wskazała punkt na mapie, a następnie ładny, dwupiętrowy budynek.
Podeszły bliżej i przez okno rzuciły okiem na salon, a następnie idąc na tył budynku na kuchnię. To, co tam zobaczyły było gorsze od wszechobecnej pustki osiedla. Na ziemi przy wysepce kuchennej leżała rozkładająca się martwa kobieta. Robaki pełzały po gnijącym ciele. Przy stole siedział, o ile można to było nazwać jeszcze siedzeniem, mężczyzna. Oparty głową o stół, był w takim samym stadium rozkładu, co jego żona.
- Na Anioła, mam nadzieję, że nie mieli dzieci! - Isabelle łzy zakręciły się w oczach. Co innego oglądać na co dzień trupy demonów lub Podziemnych, z całym szacunkiem dla nich, ale widok Przyziemnych, którzy umarli podczas prostych codziennych czynności to coś zgoła innego. A może Isabelle po prostu zmiękła po tym wszystkim, co ją do tej pory spotkało? Dawniej na pewno odczuwałaby niespotykaną potrzebę przeprowadzenia kilku testów i badań, aby dowiedzieć się dlaczego i jak zmarła ta rodzina. Teraz wcale ją do tego nie ciągnęło. A może to efekt przebywania w ciele Magnusa? Tak, to było o wiele bardziej prawdopodobne, niż nagła zmiana nastawienia do życia.
Dziewczyna nawet nie zwróciła uwagi na to, że nadal wpatruje się uparcie w rozkładające się ciała, dopóki Catarina nie rozłożyła na parapecie przed nią ich kawałka mapy.
- Jeśli zgon nastąpił tutaj. - wskazała punkt, w którym teraz się znajdowały. - To istnieje możliwość, że także tu, tu, tu i tu. - zaczęła po kolei pokazywać wszystkie miejsca przecięcia się ramion celtyckiego pentagramu. - Nie mam pewności, więc będziemy musiały to sprawdzić.
- Myślę, że powinnyśmy wejść do środka.
- Co?! - niespodziewana propozycja Isabelle zaskoczyła jej ciemnoskórą towarzyszkę.
- Uważam, że powinnyśmy sprawdzić na co zmarli. Nie będziemy mieszać się w sprawy Przyziemnych, nie będę przeprowadzać sekcji. Chcę tylko się im przyjrzeć. Przynajmniej z grubsza. Może mają jakieś zewnętrzne obrażenia, które mogłyby mnie na coś naprowadzić.
- Isabelle, nie jestem przekonana, czy to aby na pewno dobry pomysł. Pamiętaj, że cokolwiek ich spotkało, miało magiczne źródło, a my chcemy się pozbyć problemu, a nie wpakować w jeszcze większe tarapaty.
- Och, daj spokój, Catarino! Tylko rzucę okiem, nic się nie stanie! - Izzy zignorowała kobietę poklepując ją krzepiąco po ramieniu i dobierając się do okna, które chciała potraktować runą, póki nie przypomniała sobie, że teraz jest czarownikiem, więc powinna do tego użyć magii. - Na pewno jest jakieś zaklęcie, które pomoże nam dostać się do środka. - zagruchała prosząco.
- Będę tego żałowała. - powiedziała do siebie Catarina, po czym przy pomocy prostego zaklęcia otworzyła okno, z którego buchnął koszmarny smród. Kobieta odsunęła się na kilka kroków zasłaniając nos.
Isabelle tymczasem niezrażona koszmarnym zapachem wsunęła się przez otwarte okno do środka. Zawisła z nogami w dół siedząc na parapecie i obejrzała się za siebie na swoją zatroskaną towarzyszkę.
- Nie przejmuj się. Nic się nie stanie. Idziesz?
- Myślę, że sobie to podaruję zanim stracę węch. Może mi się jeszcze przydać, a magia go nie zastąpi.
Isabelle przewróciła oczyma i wskoczyła do środka. Miała wrażenie, że spada stanowczo zbyt długo, a przecież była pewna, że dotknęła nogami podłogi po kilku setnych sekundy. Spojrzała na okno zadzierając głowę do góry.
Chwila?! Przecież okno znajdowało się na poziomie jej piersi, więc jakim cudem żeby spojrzeć na nie z tej strony musiała tak się starać? Przesunęła spojrzeniem po pomieszczeniu, które nagle okazało się wielkie, zupełnie jakby była Alicją, która zmniejszyła się do rozmiarów myszy.
- O bogowie, wiedziałam, że to zły pomysł! - głos Catariny docierał do Isabelle z góry. Znowu musiała podnieść zdecydowanie wzrok żeby cokolwiek zobaczyć. - Chodź tu do mnie, maleńki. Podnieś łapki. - Catarina wychyliła się przez okno wyciągając ramiona do Isabelle.
Izzy spojrzała na towarzyszkę jak na wariatkę, a przynajmniej miała nadzieję, że jej to wyszło. „O co ci chodzi?!” chciała zapytać, ale z jej ust wydobył się tylko jakiś gulgot. To otworzyło jej oczy. Spojrzała na samą siebie i zamarła.
Na anioła! Niewątpliwie nadal była w ciele Magnusa, ale teraz było to ciało niespełna rocznego dziecka, które siedziało na ziemi w stanowczo za dużych ubraniach.
I pomyśleć, że Cat ostrzegała, że to może być w jakiś sposób niebezpieczne, ale ona uparcie nie chciała słuchać dobrych rad! No to się doigrała.
Spróbowała się podnieść, ale małe, pulchne nóżki nie chciały jej utrzymać tak, jakby sobie tego życzyła. Przytrzymała się podłogi, prostując nogi i odepchnęła się równie pulchnymi rączkami. Zatoczyła się, ale utrzymała równowagę. Spróbowała zrobić krok, ale od razu runęła prosto na tyłek. Chociaż tyle, że ubrania Magnusa zamortyzowały upadek. Wygrzebała się z kotłowaniny drogich ciuchów i na czworakach zbliżyła się do ściany pod oknem. Po kolei łapała w drobną rączkę część garderoby i podpierając się jedną ręką, drugą wystawiała nad głowę ile tylko mogła. Miała nadzieję, że Catarina domyśli się, że muszą zabrać ze sobą wszystko, co przyniosły, a w tym wypadku wszystko, co Magnus miał na sobie.
W końcu przyszła pora na samą Isabelle, teraz w ciele małego dzidziusia. Jej towarzyszka wychyliła się z okna i złapała ją pod pachy. Owinięta w koszulę Magnusa Izzy, siedziała wściekła na samą siebie w ramionach ciemnoskórej kobiety, która zamknęła za nimi okno i roześmiała się, kiedy tylko napięcie opadło.
- Nigdy nie widziałam Magnusa tak maleńkim, ale muszę stwierdzić, że naprawdę był słodziutkim bobaskiem.
„Dzięki!” chciała prychnąć Izzy, ale zamiast tego z jej ust znowu wydobyły się jakieś do końca niezrozumiałe rzeczy.
Magnus ją zabije!
- Magnusie, gdzie jesteś? - serce Isabelle niemal stanęło, kiedy usłyszała, że Catarina rozmawia przez telefon z osobą, której ciało dziewczyna doprowadziła do takiego staniu. - Mamy problem. Najprawdopodobniej bardzo poważny problem, więc rzuć wszystko, co robisz i spotkajmy się u ciebie. Nalegam na pośpiech. - rozłączyła się i rzuciła okiem na dziecko w swoich ramionach. - Nie płacz, kochanie. Magnus nic ci nie zrobi. Taką przynajmniej mam nadzieję.
Cat nie odważyła się otwierać portalu na tym złowrogo pustym osiedlu. Postanowiła na piechotę wrócić do mieszkania Magnusa. Coż, na piechotę i z dzieckiem w ramionach. Miała dziwne wrażenie, że to bynajmniej nie koniec czekających na nią problemów.

2 komentarze: