2017/04/21

Fanfiction: Bez ostrzeżenia (część XXII)


Fanfiction

Tytuł: Bez ostrzeżenia
Część: XXII
Fandom: Shadowhunters
Gatunek: komedia




Podczas kiedy Magnus dzwonił do przyjaciół, Alec obnosił niespokojną Isabelle po salonie, bujając ją w ramionach, dopóki nie zasnęła. Może była dorosłą kobietą, ale w tej chwili była całkowicie zależna od ciała rocznego czarownika, a niewątpliwie nawet on miał swoje ograniczenia i potrzeby. Jedną z nich był sen, w szczególności po tak pełnym wrażeń dniu. Izzy była taka dzielna! Alec był z niej dumny. W przeciwieństwie do pierwotnego właściciela tego drobnego ciałka, który zapewne nieprędko przebaczy dziewczynie takie odmłodzenie.
Nocny Łowca położył siostrę na sofie i usiadł obok, aby móc zareagować, gdyby groził jej upadek na ziemię. Nie wiedział, jakie były zwyczaje jej lub Magnusa, kiedy byli bobasami, ale doskonale pamiętał Maxa i jego senne akrobacje. Wolał więc nie ryzykować i mieć oko na śpiącą siostrę.
- Clary i Jace niedługo tu będą. - wzrok Magnusa nie pierwszy już raz powędrował do pulchnego dziecka, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.
- Proszę cię, Magnusie, jeśli będziesz się tak krzywił, ten wyraz twarzy zostanie mi na stałe.
- Wybacz, Alexandrze, ale obawiam się, że w tej chwili zależy mi tylko na tym, żeby to tutaj nie zostało takie na stałe. - wskazał malutkiego siebie, śliniącego się na nieziemsko drogą kanapę.
Alec uśmiechnął się mimowolnie. Nie miało znaczenia jak bardzo Magnus narzekał na to, co się stało. Jego roczna wersja była po prostu słodka i Alec naprawdę cieszył się z faktu, że widział go takim. Poznanie czarownika niewątpliwie wymagało czasu i szczęścia, a w tej chwili Nocny Łowca zdecydowanie miał po swojej stronie to drugie.

Kiedy Catarina wróciła z niezbędnymi sprawunkami, jej towarzysze znudzeni grali w karty. Clary i Jace'a nadal nie było, zaś Izzy spała spokojnie jak aniołek, więc chłopcy po prostu musieli jakoś zabić czas. Nawet jeśli mało ambitnie, to jednak w pełni skutecznie. Catarina nie widząc lepszego rozwiązania, dołączyła do nich bardzo chętnie. Tym bardziej, że zawsze miała szczęście w kartach i także tym razem już na wstępie zaczęła ogrywać pechową dwójkę.
Brakujący Nocni Łowcy dołączyli do nich w chwili, kiedy Catarina usiłowała naciągnąć Magnusa oraz Aleca na grę na pieniądze. Na szczęście tamci stawiali opór do czasu przyjścia odsieczy.
- Nie żebym miał coś przeciwko, ale wejdzie wam to jeszcze w krew. To już drugi raz w przeciągu trzech dni, kiedy oddajecie się przyziemnej rozrywce starców. - zakpił na wejściu blondyn.
- Rozwieję twój obraz Przyziemnych, Jace. Młodzi także grają. - Clary uśmiechnęła się z wyższością i poklepała swojego chłopaka po ramieniu. - Gdzie jest Isabelle? - przeszła do ważniejszych spraw.
Dostrzegła przyjaciółkę wtuloną w bok Aleca i od razu wydała z siebie ten koszmarny pisk, jaki wiele kobiet wydaje w chwili, kiedy widzi coś wyjątkowo słodkiego. Co gorsza, Clary doskoczyła do śpiącego dziecka i delikatnie wzięła je na ręce. Najwyraźniej planowała niańczyć Isabelle.
- Mam propozycję, na chwilę zapomnijmy o sikającym pod siebie moim ciele i podsumujmy zebrane do tej pory informacje. Musimy czym prędzej przystąpić do działania, jeśli chcemy cokolwiek osiągnąć. I jeśli nie chcemy większej liczby takich nieszczęść. - skinął na śpiącego bobasa.
- Pozwolisz? - Catarina zapytała Magnusa grzecznie o pozwolenie na zabranie głosu. - Trafiłyśmy na w miarę normalne ulice, na te opustoszałe oraz na takie, na których roi się od szaleńców i zachowujących się jak dzieci dorosłych ludzi. Nawet zwierzęta wydają się tam jakieś inne. Kiedy Isabelle próbowała wejść do jednego z domów, gdzie zginęła cała rodzina, zamieniła się w to, co widzicie. Wszystko jest zaznaczone na naszej mapie. - zapewniła wyjmując swoją część planu miasta.
Wszyscy pochylili się nad pierwszą częścią mapy dopasowując do niej swoje kawałki. Po kolei zaczęli w swoim ścisłym gronie opowiadać sobie o wydarzeniach tego dnia, odwiedzonych lub pominiętych domostwach, historiach, jakie usłyszeli od sąsiadów lub samych domowników oraz o sposobach, w jakie zdołali zdobyć część informacji.
- Czy w tym nie powinno być jakiegoś wzorca? - Clary spojrzała na całość mapy oraz oznaczenia na niej. - To wszystko jak na razie nie trzyma się kupy. Na przykład tutaj! - wskazała palcem interesujące ją ulice. - Znajdują się w tym samym obszarze pentagramu, ale tutaj ludzie oszaleli, a tutaj nie stało się nic! Albo tu. Na tej linii umierały zwierzęta, ale człowiekowi mieszkającemu w tym miejscu nie stało się nic.
Zapadło chwilowe milczenie, kiedy to każdy zastanawiał się nad tym, co właśnie powiedziała dziewczyna.
- Wydaje mi się, że jeśli chodzi o umieranie, to ginęły tylko istoty żywe znajdujące się dokładnie na linii pentagramu. - zauważył powoli Alec. - Osoba, o której mówisz mogła być po prostu w polu między granicami, a nie na linii.
- Jestem pewna, że usnął po pijaku na linii. - uparła się świeżo upieczona Nocna Łowczyni.
- On nie usnął, on był zalany w trupa. - usiłował sprostować Jace. Uwaga wszystkich skupiła się nagle na nim. - Co ja takiego powiedziałem?!
- Clary, oto i twoja odpowiedź. - Magnus uśmiechnął się wyraźnie czymś usatysfakcjonowany. - Facet zalany w TRUPA, został uznany za niepełnowartościową istotę żywą i dlatego przeżył. Bezdomni w alejce to dla wielu odpady społeczne i również nie są uważani za żywych, więc i oni przetrwali. Tylko istoty żywe i za takie w pełni uznawane nie zostały w żaden sposób poszkodowane. A więc jeśli ktoś w chwili burzy był całkiem pijany, bezdomny lub naćpany, miał szansę przeżyć. Co najwyżej mógł zostać poddany tylko drobnemu działaniu pentagramu, ale na pewno nie pełnej jego mocy.
To odkrycie niewątpliwie sprawiło, że zamieszana w całą tę sprawę piątka, poczuła się pewniej i nabrała nadziei na pokonanie demona. Tylko Isabelle nie zaliczała się do tej ogarniętej nagłym przypływem wiary w powodzenie misji grupy, jako że pogrążona w głębokim śnie nie zarejestrowała rozmowy swoimi dziecięcymi uszkami.
- A co z Simonem i innymi wampirami? Nie są niejako żywi. Nieumarli, ale nie żywi.
- Na to również znajdzie się wytłumaczenie, Clary. Hotel DuMort mieści się w samym środku pentagramu. - Magnus narysował palcem kółko w interesującym go miejscu. - Tutaj działanie mocy demona było najsilniejsze, ponieważ to tam się pojawił. Nie zainteresował się jednak wampirami, więc ich problemy to tylko efekty uboczne.
- Których zdołamy się pozbyć, prawda? - Clary spojrzała na czarownika prosząco.
- Zrobimy co w naszej mocy. Nic jednak nie obiecuję, ponieważ nikomu nie mogę nic obiecać. Nawet samemu sobie, a to już coś znaczy. A teraz kontynuujmy.
- Zastanawia mnie jedna rzecz. - Alec przesunął palcem po mapie – Mamy tu wprawdzie pewne prawidłowości, ale także anomalie. Ot, chociażby tutaj, tutaj i tutaj. - wskazał właściwe miejsca. - Cała okolica oszalała, a w jednym domu mamy trupy.
- Wiesz, że Przyziemni czasami lubią się wzajemnie zabijać, nie? - Jace spojrzał na przyjaciela, jakby ten był głupiutkim dzieckiem. - W niektórych przypadkach może chodzić o zwyczajne morderstwo, które my próbujemy zwalić na demona.
- Nie możemy sprawdzić, czy to sprawa dla Przyziemnych, czy dla nas, jak długo możemy skończyć jako banda dzieci. - Catarina uśmiechnęła się do Isabelle, która właśnie zaczynała się budzić ze swojej drzemki. - Musimy przyjąć, że każdy trup w obrębie pentagramu ma coś wspólnego z demonem.
- A więc to droga, jaką pokonał po przywołaniu. - Alec obrzucił wszystkich przyjaciół poważnym spojrzeniem. Anomalie prowadzą od środka pentagramu na zewnątrz.
Przez chwilę wszyscy milczeli analizując przypuszczenia chłopaka. Było w nich coś sensownego, ale czy aby na pewno miało to całkowity sens i powinni kierować się tymi założeniami? Bo dlaczego demon miałby skakać z domu do domu i zabijać domowników oraz zwierzęta?
- Może chodziło o poznanie naszych czasów. - Clary była tą, która przerwała chwilową, pełną napięcia ciszę. - Nie patrzcie tak na mnie, widziałam to na filmach i jest to sensowne! Popatrzcie, to stary, wiekowy demon, który trafił w czasy tak różne od tych, które znał, że na pewno potrzebował chwili żeby się ogarnąć. Z tego, co zrozumiałam, to nie zwierzę, które przystosowuje się do środowiska za pomocą zmysłów, ale inteligentny drapieżnik, jak człowiek. Lądując u nas, musiał nauczyć się naszego języka, zwyczajów, zrozumieć nas, aby wiedzieć, czego tak naprawdę pragnie i jak to osiągnąć.
- To sensowne wytłumaczenie. - poparł dziewczynę Magnus. - Ale jeśli to prawda, to będzie nam bardzo ciężko dobrać się mu do tyłka i pozbyć się go. Im więcej rozumie, tym bardziej jest niebezpieczny, a więc nie mamy wiele czasu.
- Rozumiem, że musimy go znaleźć, ale nie mamy pojęcia jak to zrobić. - zauważyła rozsądnie Catarina. - Nakarmię Isabelle. - zabrała dziecko do kuchni, gdzie posadziła je na stole.
Izzy przyglądała się jej z zainteresowaniem, a w jej małej główce myśli pędziły w zawrotnym tempie. W jaki sposób mogłaby pomóc przyjaciołom? Jak pokonać niemoc swojego ciała? Czy w ogóle było to możliwe, skoro nawet Magnus był bezsilny wobec wszystkich tych wydarzeń?
Powoli, w swoim tempie Nocna Łowczyni zaczęła analizować to, co wiedziała o demonie, z którym mieli do czynienia. Informacje te były wprawdzie bardzo skromne, ale dało się z nich wyciągnąć jakieś wnioski, a te mogły być bardzo przydatne.
Do tej pory kroki demona mogli śledzić niczym paciorki różańca. Śmierć była koralikiem, który prowadził do kolejnego, ten do następnego i tak dalej. Było jednak pewne, że łańcuch śmierci w końcu się skończy, a co za tym idzie, ślad się urwie.
Demon karmił się emocjami, pragnął poznać ludzkie wnętrze, a więc powinien kręcić się wokół miejsc, które dostarczą mu pożywania. Koncerty, dyskoteki, konwenty, sale sądowe, szkoły, szpitale.
- Pisiu! - wysiliła swoje dziecięce gardełko, aby móc powiedzieć czego potrzebuje w tej chwili. Nie wierzyła w swoje zdolności lingwistyczne, ponieważ jej struny głosowe niewątpliwie nie były jeszcze gotowe na długie i złożone wypowiedzi. Była w końcu bobasem i chociaż jej mózg działał na pełnych obrotach, to nie mógł znaleźć wspólnego języka z całą resztą.
Catarina podsunęła Izzy kartkę papieru oraz długopis. Nocna Łowczyni złapała niezgrabnie długopis w pięść i zaczęła walczyć z nieprzyzwyczajonymi jeszcze do pisania mięśniami, bazgroląc swoje przemyślenia. Jej pismo było bardzo niewyraźne, ale towarzysząca jej kobieta i tak była w stanie jakoś je odszyfrować.
Izzy skinęła potakująco główką.
Siedząc samotnie w punkcie pozwalającym jej na obserwację, ale ograniczającym w pewnym stopniu możliwość poruszania się, zaczęła zastanawiać się nad swoimi możliwościami w przypadku wyruszenia na misję. Nikt jej ze sobą nie zabierze dobrowolnie, a co więcej, nikt nie przystanie na to, by została sama w domu Magnusa. Potrzebowała niańki, a liczba osób, które mogłyby się nią zajmować zmniejszyła się znacznie, od kiedy najbliżsi im Podziemni zostali poddani działaniu pentagramu.
- Już jestem! - Catarina porwała butelkę kaszy z blatu kuchennego i wzięła Isabelle na ręce. Podała dziewczynie jedzenie, troskliwie ją asekurując, żeby przypadkiem nie wylała nic na siebie. Wprawdzie mogłaby podać dziecku coś zupełnie innego do jedzenia, ale kasza należała do na tyle bezpiecznych potraw, że nie powinna pociągnąć za sobą efektów ubocznych, z którymi musieliby sobie później radzić. Nie mieli czas na ból brzuszka, rozwolnienie, kolkę i inne istotne dla bobasa, ale kłopotliwe dla opiekuna dolegliwości.
- Jace sprawdzi doniesienia o dziwnych zachowaniach, nadmiernym poruszeniu i sytuacjach wskazujących na silne emocje w miejscach, które wypisałaś. Przeanalizujemy je i może znajdziemy to, w którym ukrywa się demon lub ci, którzy go wezwali.
- To może być atak terrorystyczny. - w drzwiach lśniącej czystością kuchni Magnusa pojawił się jej właściciel. - Wraz z Alekiem i Clary przedyskutowaliśmy wszystkie za i przeciw, biorąc pod uwagę miejsca, w których demon może uczynić najwięcej szkód. Szkoły szpitale, zbiegowiska ludzkie. To idealne cele ataków terrorystycznych.
- Ale takie ataki zawsze mają jakiś cel, a w tym wypadku nie jestem przekonana czy...
- Bezsilność Przyziemnych daje więcej możliwości nam, Podziemnym. Pomyśl o tym, Cat. Jeśli Przyziemni zaczną panikować, będą szukać wybawienia, bohaterów, pomocy płynącej skądkolwiek. I tutaj na scenę wchodzimy my z naszymi mocami, zdolnościami, możliwościami.
- No dobrze, a więc za wszystkim stoją Podziemni. Domyślaliśmy się tego, a teraz mamy pewność. Pytanie, co z tym zrobimy.
- Nic. Przynajmniej na razie. Izzy, jak się czujesz?
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego odsuwając od ust pustą butelkę.
- Doskonale, bo będę mógł zabić cię własnoręcznie, kiedy będzie po wszystkim.
- Daj już spokój, Magnusie. Byłeś słodkim dzieckiem i nie rozumiem dlaczego tak cię to męczy. Czy dzieci o azjatyckich korzeniach nie są najczęściej okrąglejsze niż inne? Nie masz na to wpływu. Zresztą, są wiesz co wyrosło z tego bobasa. Jesteś bardzo atrakcyjnym i seksownym czarownikiem, więc nie ważne jak wyglądałeś w pieluchach. Poza tym, Alecowi nie przeszkadza to, jakim dzieckiem byłeś. Powiedziałabym nawet, że jest zachwycony widząc cię takim. - Catarina położyła dłoń na ramieniu przyjaciela i ścisnęła je pokrzepiająco.
- Dobrze, na razie wstrzymam się z narzekaniem. - mężczyzna poddał się. - Ale wrócę do tego tematu w swoim czasie.

4 komentarze:

  1. Jejku to jest świetne! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    drogi autorze trafiłam tutaj dopiero teraz, ale powiem, że jestem zachwycona tekstem (jeszcze musze nadrobić z czytaniem poprzednie), ale wiem już, że będę tutaj w miarę regularnie zaglądać... czytało mi się naprawdę lekko i przyjemnie... niestety ze względu na brak czasu trochę to zajmie, ale czytać będę...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje fanfiction Ci się spodobało ^^ To wiele dla mnie znaczy ^^ Dziękuję.

      Usuń